Nie wszyscy ludzie są prości,
trudni ludzie, trudne osobowości.

Minione dni były dla mnie głównie odpoczynkiem, którego potrzebowałem już od dawna; nie ma co wnikać zanadto w powody. Spędziłem je w najlepszy chyba sposób, w jaki fotograf może spędzić czas, czyli zużywając kolejne rolki filmu na odbijanie swoich mniej lub bardziej chorych wizji, lęgnących się w mojej głowie ostatnio może nawet częściej niż zwykle. Szczęściem mogę już nad nimi panować. I nic to, że wydałem ostatnio małą fortunę na materiały foto, żeby w te wakacje być zawsze gotowym na wszystko, szlag nawet, że w nieopatrzny sposób spieprzyłem rolkę ulubionego filmu. Poniżej efekty tych kilku dni ostatnich dni, w których chyba po raz pierwszy od dawna mogłem złapać oddech. Nieważne, kim jesteś i nieważne, jak dobrze wydaje Ci się, że mnie znasz – ostatnio po raz pierwszy od dawna umęczonymi już ustami chwyciłem powietrze.

Dziękuję.

I na koniec coś dla miłośników Witkacego (zakładając, że ktoś dotarł do końca mej radosnej tfurczości):

Advertisements